
Autoportret – warsztaty z Żanetą Migo w Krakowie
28 niedziela lip 2019
Posted in Bez kategorii
28 niedziela lip 2019
Posted in Bez kategorii

25 czwartek lip 2019
Posted in Bez kategorii
zasiadam ci ja do rozkosznie parującej kawki orkiszowej
słucham ci ja sobie słodkiego menuecika
i nastał poranek: dzień czwarty tygodnia,
w którym człowiek stworzył świder przemysłowy
i postanowił skowyczeć tym świdrem jak bardzo bitym psem
rzut w lewo – takim czerwonym beretem z antenką majstra Zibi – od mojego tarasu
i nastał tenże poranek, w którym być może ten sam genialny człowiek zbudował samolot
i postanowił polatać nim po moim niebie w tę i z powrotem
jak dobrze wstać i zamiast jutrzenki blasku wypić tę całą kak-O!-fonię

22 poniedziałek lip 2019
Posted in Bez kategorii

Jak nazwać kogoś z kim nakładasz odżywczą maseczkę i kogoś kto zdejmuje przy tobie maski, a twoja kolejna też opada przy tym ktosiu z szelestem zeschłego liścia?
Jak nazwać kogoś kto zna cię właściwie dość krótko, ale zna pewne twoje aktualne i przeszłe sekrety? Kto niemal o każdej porze dnia i nocy gotów jest spieszyć z pomocą?
kogoś kto przytuli bez słów
kogoś kto rozśmieszy i jest współwinny współwygłupom
kogoś kto tak samo kocha piękno zaułków miasta i lubi wzajemne wyciąganie na jazzy, spacery, warsztaty z malowania i spa, aby było więcej życia w życiu
kogoś kto jest mistrzem organizowania dosłownie wszystkiego
kto jest fajną mamą i kobietą
kto zbiera porzeczki, karmi dzikie kotki i woła pomocy gdy trzeba parkować auto
kto uśmiecha się szeroko i przegarnia zawadiackie loczki z figlem w oku
kto jest niezwykle gościnnym ktosiem i jest świetną partnerką do gry w scrabble
kto staje w drzwiach o 23:00 z rodzinką i wielkim bukietem kwiatów z okazji imienin, gdy prezentem od męża tego dnia jest kaktus
kto jest aniołem i towarzyszką na ten etap naszej podróży
Jak nazwać kogoś kto wie wystarczająco dużo by być kimś znaczącym, ale kto wie za mało by nazwać go mocnym słowem przyjaciel, a jednocześnie nie można go już nazwać tylko znajomym
Anioły są wśród nas,
nie takie zawieszone niemo w locie, które gdy zapukasz, odpowiedzą głuchym echem pozłacanego gipsu
ale takie blisko, tu i teraz, doraźne i podające kubek gorącej pysznej orientalnej herbaty
słychać je zza ściany, gdy krzątają się po kuchni i gdy o północy postanawiają umyć fugi w łazience szczoteczką do zębów
Dzięki Ktosiu, że jesteś 🙂
18 czwartek lip 2019
Posted in Bez kategorii
Idę tak szybkim krokiem na jaki tylko mnie stać. W odległości około 3 min, w zasięgu wzroku stoi mój autobus, jeżeli nie dojdę na czas, to spóźnię się na bardzo ważne spotkanie. Zdążyłam jednak. Udało się. Coś w końcu mi się udało.Jadę i piszę.
Moje myśli są w nieustannym biegu. Pogoń za autobusem, pogoń za sprawnością umysłu, pogoń za nierealnymi oczekiwaniami, ulotnymi marzeniami, pragnieniami, widzięmisiami. Szybciej, więcej, w lewo w prawo prosto prrr i gwałtownie w dół. Przez ostatnie dwa lata, a może i dłużej, żyłam w głowie. Poza czasem i przestrzenią. Ludzie za szybą, Bóg daleki i ta chroniczna autoimmunologiczna przypadłość brania siebie za wroga i nieudacznika i próby autonaprawy metodą pejcza. Uczucia i emocje zasiadają grzecznie na swoich krzesełkach w kolejce górskiej, równym rzędem wychodzą ze swoich okopów przez otwarte po nocy oczy.
Boję się. Lękam. Wpadam w panikę i umieram na środku hipermarketu. Pomocy!
Z odsieczą przychodzi zastęp psychiatrów, psychologów, terapeutów. Szkiełko i oko, szkiełko i oko. Rozdłubywanie, roztrząsanie, taranowanie, odkrywanie, eureki, przeżywanie na nowo, zmiana schematów, ról, marazm, dół głębszy dół mniejszy i dołek w policzku. Już o mnie wiedzą więcej niż ja sama, już otwierają stare kazamaty, z hukiem zardzewiałego żelastwa opadają kłódy i sztaby, zęby krat i drzwi donikąd uchylone zieją nieprzeniknioną czernią. Duszę się swoimi gorzkimi łzami, sięgają mi po kostki, po kolana, po brodę, w końcu czubek głowy zanurza się w soli życia. Uczę się pływać w przeszłości, nie bać się czasem bezwładnie opaść na dno, wzbijać.
Przespać przespać przespać. Na pewno minie z czasem. Czas leczy rany jak mówią, a one jednak nie chcą, ja nie chcę ich dotykać, jak gnijącego skrwawionego mięsa. Posypuję rany proszkami 137mg , 10 mg, pół ćwierć półtora tabletki. Będzie dobrze. Marazm, bezsiła, siła. I od nowa. Frustracja. Śmiertelne zmęczenie. Zabijanie czasu żeby przetrwać. Odsuwanie się od męża lata świetlne w kąt ciemnego pokoju z kołdrą na głowie, żeby nie przytłaczać sobą taką nędzną, żeby nie zarazić tym śmiertelnym wirusem. Zaniknięciem swoim pomocy krzyczeć bezgłośnie. Nie widzi takiej niewyraźnej, rozrzedzającej się wraz z mgłą. Kto mi ciebie odmienił dziewczyno?! -to on. Odpowiadam wezbranym potokiem łez w wyżłobieniu policzka, w nabrzmiałej od niewypowiedzianych słów ciszy.
Rozpaczliwie zanurzam się w wannie, włosy falują jak wodorosty, woda ciemnoczerwona, brunatna, wzburzona. To serce krwawi. Zanosząc się płaczem jak dziecko wołam Mamo!!!Mamo!!!a echo niesie to rozdzierające wołanie na drugą stronę życia. Do Tu-Już-Nie-Obecnej.
Wielokrotne, namiętne, z namaszczeniem umieranie z tęsknoty, z bólu, z rozpaczy, ze ślepoty na światełko w tunelu, ze złości, żalu, że inni, ci oni nie są tacy to a tacy, ma być świat według JA, dlaczego nie jest?!
I pogoń niewiadomozaczym, żeby tylko jakoś sobie pomóc, żeby przestać tak boleć od podszewki.
Jestem wyczerpana.
Przeprowadzam się z głowy do serca. Zaglądam tam coraz częściej. Pokój i cisza. A na tronie On.
18 czwartek lip 2019
Posted in Bez kategorii

Choroba jaka jest każdy widzi.
Moje choroby są niewidzialne, dlatego tak trudno ludziom w nie uwierzyć.
Zjadam zestawy tabletek różnego kształtu na to i owo.
Te rano, te wieczorem; te 30 min przed jedzeniem, tamte po.
Pomagają, uzdalniają, wygłuszają, usypiają, w swoim tabletkowym śnieżnobiałym wyścigu szczurchemii strzelają do celu, odnoszą sukcesy i raportują u managera w białym kitlu.
Sprawiają z założenia, że moje ciało i psychika zaczyna działać normalnopodobnie, że na zawołanie przestaję mieć lęki, na rozkaz zasypiam, a planety hormonów zaczynają krążyć po właściwych sobie orbitach.
Siedzę o poranku ze szklanką wody i zestawem z tablicy Mendelejewa. Pani Ula codziennie przechodząca z dwoma jamniczkami widzi mnie przez otwarte tarasowe drzwi i pozdrawia. Słyszę, że na spacerze ze swoją córką nazywa mnie 'panią, która zawsze jest’. Jestem, która jestem.
Ale NAJBARDZIEJ Jest Która Jest taka wszechskuteczna DŁOŃ, która podtrzymuje w istnieniu, w życiu prawdziwszym niż biologiczne i psychiczne, Dłoń, która jest Ponad i Pomimo, której działanie i skutki uboczne są zawsze życio- miłościo- nadziejo- i wiarodajne.
JEZU UFAM TOBIE
16 wtorek lip 2019
Posted in Bez kategorii
Zwisam na krzyżu mojego życia
Stopami na huśtawce
Wystarczy jeden zdecydowany krok
W Przestrzeń Zwaną Bogiem
07 niedziela lip 2019
Posted in Bez kategorii


W wyobraźni widzę czarno-białe zdjęcie, na którym moja Mama, jako młoda dziewczyna, zbiera maliny. Jest uśmiechnięta, pod sukienką i fartuszkiem rysuje się pokaźny brzuszek brzemienny moim bratem, na szyi zawieszona, chyba na sznurku, biała emaliowana kanka, na głowie chustka chroniąca od upału.
Wychodzę z domu w tym samym celu- zbierać maliny. Zawieszam na szyi taką samą kankę i uśmiecham się do tych czarno-białych wspomnień. Otwieram osiedlową bramkę, kłaniam się Jezusowi, który jest moim Sąsiadem i patrzy na mnie wprost z tabernakulum w naszym kościółku. A potem wchodzę w inny świat. Niby dochodzi mnie tam płacz dziecka, jakieś rozmowy, szczekanie psów, ale jakby w oddali. Tylko kilkanaście kroków od domu, a moje istnienie staje się Tam modlitwą, zachwytem, dziękczynieniem. Zanurzam się w kolorach, kształtach i zapachach natury. Dla mnie ten pas zielonych opuszczonych ogródków działkowych staje się tajemniczym ogrodem, moim Zakątkiem. Cisza tam taka kojąca, śpiew ptaków i szum drzew, nieuczesane myśli kładą się na trawie i uśmiechają do siebie. Można przechadzać się wśród wysokich traw o fioletowych włosach łaskoczących niebo, można podjadać owoce, na które już czas, można zaplątać się w winoroślach, które oplatają sumiastymi wąsami wszystko co na wyciągnięcie ich zielonych szumiących młodym winem ramion.
Kiedy kanka jest już pełna malinowej słodyczy, zaczyna padać długo wyczekiwany deszcz. Niespiesznie wychodzę z kąpieli w soczystej letniej zieleni. Jak dobrze mieć takie miejsce…
Mamo, dziś moja kanka jest kolorowa. Dla Ciebie❤️.
06 sobota lip 2019
Posted in Bez kategorii

Przycinam różom więdnące główki kwiatów, obrywam surfiniom ‚suchalce’. Tworzą całkiem ładną kompozycję kiedy opadają na dno pudełka. Koniecznie fotografuję, bo to takie ładne. Sąsiad piętro wyżej głośno nie dowierza temu, że z ogromną uwagą i czułością oglądam każdy kwiat, jakby dziękując mu za symfonię zapachów, kształtu i koloru, gdy jeszcze był w pełnym rozkwicie. Ale bez mojej pewnej ręki to co w pąkach nie rozwinęłoby się tak pięknie.
Przycinam rozum w miejscach, gdzie usycham, gdzie przestaję naprawdę żyć, a zaczynam wegetować. Muszę ucinać ścieżki myśli, które kierują donikąd, które oddzielają mnie niewidzialną ścianą od siebie i od innych, które przekłamują rzeczywistość i kuszą aby pozostać bierną i skuloną w sobie, niezdolną do życia, działania, nieszczęśliwą jak księżniczka zamykająca samą siebie w wysokiej niedostępnej wieży.
13 czwartek cze 2019
Posted in Bez kategorii
Tagi

to trochę jak nieśmiałe stąpanie po pierwszym śnieżnym puchu, ostrożne i pełne zachwytu. Takie małe zachwyty towarzyszą mi zawsze. Teraz chcę powiedzieć, że dziś kocham słońce i wrotycz- tak obłędnie prosty i piękny.